Przestań klątwić, zacznij błogosławić!

Przestań klątwić, zacznij błogosławić!

Mówisz, że nie klątwisz? Ok, sprawdźmy to! 

Przypomnij sobie, co pomyslałaś, gdy ostatnio ktoś Cię ostro wkurzył. I nie oszukuj się! Czy nie było to coś w stylu: "Co za cham! A żeby cię pokręciło!"? No, może nie... ale może pomyślałaś: "Ty taki i owaki, naucz się kultury chamie!"  A gdy jakiś burak zajeżdża Ci drogę myślisz sobie: "Och, co za nieuważny kierowca?" - no raczej nie. Żeby nie zmyślać, przeprowadziłam szybką ankietę wśród znajomych. I oto wyniki. Najczęściej używane sformułowania wypowiadane w stanie wzburzenia wygladają tak:
- Chyba Cię poje...ło!
- Nienormalny jesteś?!
- Co za burak!
- Z choinki się urwałeś?!
- Co za debil!
- Żebyś zdechł!
- Boże, ale palant!
- Ja pier...lę, jaki zjeb!
- Ale bezmózg!
- A żeby Cię diabli wzięli!
- Weź się stuknij!

No dobrze, ale czy to komuś szkodzi, że czasem rzucimy mięsem? Weźmy ten ostatni przykład: "Weź się stuknij!" i wyobraźmy sobie, że nasze mysli mają pewną wagę. Ich waga jest uzależniona od siły emocji, którą w nie wkładamy. Kiedy jesteśmy zdenerwowani ta siła jest ogramna. Jeśli do tego dodamy ukierunkowaną intencję i trafi ona w naszą nieświadomą ofiarę, to więcej niż pewne, że w ciągu 3 dni rzeczywiście on lub ona, oczywiście całkowitym przypadkiem, boleśnie się o coś uderzy. I ups... właśnie zadziałała nasza mini klątwa. Takich sytuacji codziennie zdarza się całe mnóstwo. Nie, oczywiście, że nie Tobie, tylko tak w ogóle.

Mysli zmieniają pole kwantowe

To jakby oczywiste, ale błogosławieństwa zmieniają pole kwantowe totalnie, tak samo zresztą, jak klątwy, tylko w innym kierunku. Sama myśl nie jest specjalnie groźna, no chyba, że jest uporczywa i nawracająca. Dopiero myśl naładowana energią emocji zaczyna ważyć. No i tu pojawia sie pytanie, czy jesteśmy w stanie świadomie sterować emocjami? Większość ludzi tego nie potrafi. Prawie w całości są poddani umysłowi nieświadomemu, który działa automatycznie, ponieważ w podświadomości zakodowane są wzorce reakcji na określone typy wydarzeń. Najczęściej, niestety, są to negatywne reakcje emocjonalne, bo rzadko kto miał mamę, która była szczęśliwa przez cały okres ciąży i w pierwszych latach naszego życia.

Widzieć energię

Gdyby ludzie nagle zaczęli widzieć energię byli by w totalnym szoku. Czasem włączam swoje widzenie w miejscach publicznych. Raz zrobiłam to, gdy byłam świadkiem kłótni mojej koleżanki z jej mężem. Scena odbywała się późnym wieczorem przed pubem. W końcu on ją popchnął, ja ją złapałam i odciągnęłam od niego. Odeszłyśmy z tego miejsca. Była tak wściekła, że wysypało się z niej chyba wszystko, co gromadziła latami. Szła i na głos rzucała w jego kierunku obelgi. Nie będę przytaczać, bo nie pamiętam, byłam zajęta patrzeniem, jakie energie z niej wylatują. To było okropne! Niektóre zbitki energii wyglądały jak brudne, lepkie gluty, inne były jak czerwone kule z ostrymi kolcami, jeszcze inne przypominały te małe gwiazdki, którymi rzucają wojownicy ninja, szurikany. To działo się bardzo szybko. Część z nich udało mi się zneutralizować, ale część nie. Zauważyłam też, że niektóre strzały energetyczne, bo tak to chyba należy nazwać, odbijały się od ulicy i trafiały gdzie popadnie. Dobrze, że nie było zbyt wielu przechodniów, więc nikt przypadkowy tym razem nie oberwał. Czy można to nazwać rzucaniem klątw? Sądzę, że tak. Czy jej intencją było rzucanie klątw na męża? Nie przypuszczam, po prostu była wściekła. Po jakimś czasie jej przeszło, ale to, co z siebie wypuściła w te kilka minut wzburzenia poszło w świat.

Energia nie ginie, tylko zmienia formę.

Raz wypuszczona strzała negatywnej energii nie rozmywa się gdzieś w niebycie, tylko w coś trafia. W zależności od tego, co lub kto to jest, skutki mogą być różne. Jeśli trafi w przedmiot, to może on się popsuć. Od razu staje mi przed oczami historia mojego znajomego bioenergoterapeuty, który dawno, dawno temu, kiedy nie wiedział jeszcze jak to wszystko działa, spowodował ... wypadek autobusu. A było to tak: spóźnił się nieco i w momencie, w którym wyszedł na ulicę w pobliżu przystanku zobaczył, że autobus właśnie go mija. Machał, ale kierowca nie chciał się zatrzymać. Przejechał bezczelnie obok niego i po prostu odjechał. Mojemu znajomemu skoczyło ciśnienie, pogroził mu pięścią i krzyknął za nim: "A żeby ci tak ku..wa koło uje..ło!" Po jakichś 10 sekundach zdumiony zobaczył, jak prawe, tylne koło autobusu po prostu odpada, a pojazd przechyla się na bok i wpada do rowu. Szok! Czy ja to zrobiłem? Było to tak ewidentne, że nie pozostawiało cienia wątpliwości, kto jest odpowiedzialny za tę sytuację. Na szczęście nikomu nic sie nie stało. Skutek? Nie tylko mój znajomy nie dojechał na miejsce na czas, ale również kilkanaście innych osób ucierpiało z powodu jego złorzeczenia. To było przełomowe zdarzenie w jego życiu. Od tamtej pory zaczął uczyć się pracy z energią i teraz skutecznie pomaga ludziom w ich problemach. No i już nie złorzeczy! :)

Jak zacząć błogosławić zamiast złorzeczyć?

Tak, można to zrobić, bo na szczęście błogosławieństwa nie są zarezerwowane wyłącznie dla osób duchownych. Każdy przeciętny Kowalski może się tego nauczyć, wystarczy dokładnie zrozumieć, jak to działa i trochę poćwiczyć. Przede wszystkim musisz powstrzymać zalew negatywnych emocji, bo inaczej zamiast błogosławieństwem rzucisz mięsem. Swoją drogą, jak myślisz, skąd się wzięło to powiedzenie? To czasem bywa niełatwe, bowiem wyrzut hormonów stresu jest niezwykle szybki. W Szamańskiej Szkole Życia uczymy się alternatywnych sposobów reakcji, które trzeba ćwiczyć, żeby weszły nam w krew i zastąpiły te wyssane z mlekiem matki, albo nabyte w szkole, negatywne reakcje. Potem należy skumulować pozytwyną energię w ciele i wysłać ją z konkretną intencją do osoby, która podziałała nam na nerwy. Jest tu oczywiście kilka istotnych szczegółów, o które trzeba zadbać, żeby cała akcja się udała np. jaka to jest pozytywna energia, gdzie ją kumulować, jak konkretnie wysyłać i co to jest w ogóle intencja. Jednak musiałabym się tu niezwykle szeroko rozpisać, żeby wyjaśnić Ci wszystkie niuanse tej delkatnej materii. Z praktyki wiem, że po szczegółowych instrukcjach, kiedy ludzie  ćwiczą błogosławieństwa a potem opowiadają co zrobili, okazuje się, że część z nich w ogóle nie zrozumiała o co chodzi. Datego też postanowiłam stworzyć

Kurs Profesjonalnych Błogosławieństw.

Zapewne zadajesz sobie teraz pytanie: "No dobrze, dobrze, ale co ja z tego będę mieć, jeśli zacznę błogosławić np. tego chama spod siódemki? Raczej należałaby mu się solidna klątwa, za to, że gra po nocach i nie daje mi spać!" Pozwól, że opowiem Ci, co można sobie załatwić błogosławieństwami. Wszystkie te przykłady są prawdziwe i wzięte z życia studentów Szamańskiej Szkoły Życia, mojego lub moich znajomych.

1. Można wyprowadzić uciążliwych sąsiadów. - Co prawda to trochę trwa, ale za to co za ulga, kiedy w końcu znikną z naszego pola widzenia!
2. Można pobłogosławić powódkę w sprawie sądowej, czego efektem było wycofanie powództwa przez nią samą  i zamkniecie całej sprawy bez żadnych negatywnych konsekwencji.
3. Można pobłogosławić lekarza prowadzącego albo chirurga, który ma operować bliską Ci osobę. Zwiększasz w ten sposób szanse na pozytywny efekt leczenia lub operacji. W naszym przypadku wszystko poszło sprawnie, chociaż operacja była bardzo trudna. Pacjentka żyje i ma się dobrze.
4. Błogosławiliśmy też psujący się na naszych oczach statek, żeby bezpiecznie dopłynął do portu. To było trudne, końcówka już naprawdę ledwo ledwo. Ale jednak udało się! Kapitan powiedział, że to cud i że takie rzeczy się nie zdarzają.
5. Można pobłogosławić policjantów, żeby nie wlepili nam mandatu. Skończyło się na pouczeniu.
6. Mozna błogosławić jedzenie, żeby było zdrowsze i lepiej smakowało. Robimy to nagminnie!
7. Można stworzyć błogosławioną wodę, której zastosowań nie sposób tutaj wymienić, bo jest ich tak dużo. Jednym z nich jest oczyszczanie mieszkania z negatywnych energii, łóżka w pokoju hotelowym, wspólnego pokoju, w którym pracujesz z innymi ludźmi i tak dalej.
8. Mozna błogosławić pieniądze, aby się mnożyły w twoim portfelu.
9. Błogosławimy swój biznes, aby się dobrze rozwijał.
10. Ja osobiście za każdym razem, kiedy mam wizytę w urzędzie skarbowym błogosławię panią, która zajmuje się moją sprawą. Skutek? Zawsze miło i przyjemnie i co najważniejsze bez żadnych konsekwencji finansowych.
11. Błogosławimy drogę, po której jedziemy, aby bezpiecznie dojechać na miejsce.
12. Błogosławimy nasze zdrowie, w celu wiadomym :)

Mogłabym tu jeszcze pisać i pisać, ale sama możesz sobie dopowiedzieć, co jeszcze można pobłogosławić, aby polepszyć swoje życie.

A więc jak i gdzie można się tego wszystkiego nauczyć?

Są dwa sposoby:

1. 30 listopada - 1 grudnia 2019 (sobota-niedziela) przyjedź do Łodzi na zjazd Szamańskiej Szkoły Życia, który po raz pierwszy i jak na razie jedyny, będzie dostępny dla osób spoza Szkoły. Oprócz nauki błogosławieństw będzie tam też poruszanych kilka innych tematów, ale nie stresuj się, nawet jeśli jesteś początkujący, dasz sobie świetnie radę. Możesz to też potraktować jako niezobowiązującą próbkę Szkoły.

Aby poznać szczegóły >> wypełnij tę Ankietę. 
Szczegółowe informacje otrzymasz w zwrotnym mailu.
Wypełnienie ankiety nie skutkuje jeszcze zapisaiem na kurs.

2. Zgłoś swój akces na Kurs Profesjonalnych Błogosławieństw On-line,
ktory jest już dostępny w przedsprzedaży.
>> wejdź TUTAJ i zostaw swój e-mail. 
Szczegółowe informacje otrzymasz w zwrotnym mailu.

 

 

Komentarze (1)
  • Beata

    Zgadzam się z treścią artykułu. Ja też dawno temu, kiedy dopadał mnie stan totalnej wściekłości rzucałam żmijowatymi klątwami na lewo i prawo aby sobie ulżyć. Kiedy zrozumiałam, jak działa cały mechanizm -odpuściłam. Na początku nie było mi łatwo, kiedy ktoś mnie wkurwił nie posłać mu wiązanki głosowej lub skrytej, otwierając całą puszkę Pandory w jego kierunku. Kiedy po całym zdarzeniu emocje opadały a nerwy puszczały analizowałam przebieg całego spor. Kiedy namierzyłam klątwę z wylanego wiadra niepotrzebnych słów, świadoma faktu - że znowu to zrobiłam!
    Natychmiast odwoływałam to, co powiedziałam w złości, krótką intencją słowną. Nieważne było to, że nadal czułam uraz do tej osoby ale przynajmniej nie robiłam jej krzywdy. Pracowałam długo nad tym by klątwy słowne zniknęły z moich ust. Dziś mimo wściekłości już nimi nie rzucam i nie muszę ich odwoływać ale i nie błogosławie, bo nie wiem jak ? Szkoda, że mieszkam za daleko by uczestniczyć w szkoleniu, bo uważam, że takie błogosławieństwo dla osoby, której posyłamy klątwę jest dopełnieniem totalnego unicestwienia słownej żmiji.
    Pozdrawiam

Aby móc dodawać komentarze, musisz się zalogować.